|
|
Fragment czwartego rozdziału z ostatniego tomu
Dziedzictwa - "King Cat", opublikowany w nowym wydaniu
kanadyjskiego Brisingr.
Tłumaczenie.
"King Cat" - Król Kot
-Gdzie byłeś?- Dopytywał się Garrow, a jego twarz
przybrała surowy wyraz w świetle świecy.
-Trzeba przyprowadzić konie.
Eragon starał sie jak mógł, alby zignorować budzące sny, jakie miał
na podium w głównej sali zamku, dokładnie po prawej stronie tronu
Lorda Bardburn'a. Położył swoją lewą dłoń na rękojeści Brisingra,
który był w pochwie, i przyjął bardziej dbałą postawę,
mając nadzieję, że nikt nie zauważył jego wyczerpania.
Po drugiej stronie tronu stał Jormundur trzymający swój hełm na
zagięciu swego lewego ramienia. Włosy na jego skroniach były w posklejanych w szarych
pasmach; reszta była brązowa, a całość przechodziła w długą
brodę. Jego nachylona twarz wyrażała
wystudiowany brak
emocji osoby, która ma rozległe doświadczenie w czekaniu na innych.
Eragon zauważył cienką linię czerwieni płynącą wzdłuż dolnej części
jego prawego naramiennika, z jakiejś rany, ale Jordmund nie wykazał
żadnych oznak bólu.
Pomiędzy nimi siedziała Nasuada olśniewając w zielono-żółtej sukni,
którą przywdziała zaledwie chwilę temu, wymieniając jaskrawe szaty
wojny dostosowane do
praktyki umiejętności rządzenia krajem. Ona też została
naznaczona podczas walki, o czym świadczył biały, płóciany bandaż
owinięty wokół jej lewej ręki. Cichym głosem, który mogli usłyszeć
tylko Jormundur i Eragon powiedziała:
-Jeśli tylko możemy zyskać ich wsparcie...
-Myślałaś tym czego będą chcieli w zamian? - Zapytał Jormundur. -
Nasze kufry są prawie puste, a nasza przyszłość niepewna.
Ledwie poruszając ustami odpowiedziała:
-Możliwe, że nie chcą niczego więcej od nas niż szansy na odegranie
się na Galabtorixie. - Tu zrobiła pauzę. - Ale jeśli nie, to
powinniśmy znaleźć inny sposób, aby
zaliczyć ich do naszych żołnierzy.
-Mogłabyś zaoferować im beczki z kremem - Powiedział Eragon, co
rozbawiło
Jormundura i wywołało łagodny śmiech Nasuady.
Ich cicha konwersacja dobiegła końca, kiedy trzy trąbki zabrzmiały na
zewnątrz głównej sali. Wtedy płowo-włosy stronnik w tunice, zszytej z
sztandarem Vardenów - białym smokiem trzymającym różę ponad mieczem, skierowanym na oddział,
na fioletowym tle - przemaszerował przez otwarte drzwi do
oddalonego końca sali, stukając w ziemię ceremonialną laską, którą
niósł i cienkim, wystraszonym głosem ogłosił:
-Jego Najwyższa Wysokość, Grimrr Halfpaw, Król kotołaków, Lord
samotnych miejsc, Władca nadchodzących nocy i Ten, który Wędruje
Samotnie.
Dziwny tytuł: Ten, który Wędruje Samotnie.
Zwrócił się do Saphiry
Eragon.
Ale zgaduję, że trafny. Odpowiedziała, a Eragon mógł wyczuć
jej rozbawienie, mimo że jej nie widział, co znajdowała się
zwinięta na dachu zamku.
Paź zatrzymał się z boku, a przez drzwi wszedł Grimrr
Halfpaw na czele ludzi, odprowadzany przez cztery inne kotołaki, które
podążały blisko niego na ich dużych, kudłatych łapach. Tych
czworo przypominało Solembuma, ale jeden był w zwierzęcej postaci:
o umięśnionych ramionach i o długich kończynach, z krótkimi,
ciemnymi przebiciami na ich szyjach i kłębie, z frędzlami na uszach, i czarno nakrapianymi ogonami, którym
machał z gracją.
Grimrr Halfpaw nie przypominał żadnej osoby, czy istoty, jaką
kiedykolwiek widział Eragon. Wysoki na około 4 stopy, tego wzrostu
co krasnolud, ale nikt nie mógłby go pomylić ani z nim, ani z
człowiekiem. Miał mały, szpiczasty podbródek, szerokie kości
policzkowe i nisko umieszczone brwi nad skośnymi, zielonymi oczyma
otoczonymi podobnymi do skrzydeł rzęsami. Od przodu jego zniszczone,
czarne włosy wisiały na jego czole, kiedy po bokach i z tyłu opadały
do jego ramion, gdzie były gładkie i lśniące, bardzo podobnie do
grzyw jego kompanów. Jego wiek był nie do odgadnięcia dla Eragona
Jedynymi ubraniami jakie miał na sobie Grimrr, była szorstka,
skórzana kamizelka i przepaska na biodra ze skóry królika. Czaszki
tuzina, lub większej ilości zwierząt - ptaków, myszy i tym podobnych
- były przypięte do przodu kamizelki i grzechotały przy każdym jego
ruchu. Osłonięty sztylet wystawał spod kąta z pasu od jego
przepaski. Wiele blizn, wąskich i białych naznaczyły jego
orzechowo-brązową skórę niczym zadrapania na często używanym krześle
lub stole. Jak wskazywało jego imię brakowało mu dwóch palców u jego
lewej ręki; wyglądały jak odgryzione.
Żaden z kotołaków nie wyglądał jakby zauważył, że ludzie ustawili
się po różnych stronach ich drogi, przyglądając się im, do czasu aż Grimrr
zrównał się z zielarką Angelą, która stała na przeciwko Rorana
szydełkując pasiaste skarpetki sześcioma igłami naraz. Oczy Grimrra
zatrzymały sie na zielarce, cały sie napuszył tak jak jego czterej
kompani. Jego usta odsłoniły parę zakrzywionych, białych kłów i, ku
zdziwieniu Eragona wydał z siebie krótki, głośny syk.
Angela spojrzała na niego znad skarpet i z ospałym i bezczelnym
wyrazem twarzy powiedziała:
-Kici kici.
Przez chwilę Eragon był pewien, że kotołaki ją zaatakują. Ciemny
rumieniec oblał twarz i szyję Grimrra, nozdrza rozszerzyły się, a on
cicho na nią warknął. Reszta kotołaków cicho przykucnęła, gotowa do
skoku, a ich uszy przylgnęły do głów.
Poprzez salę Eragon usłyszał dźwięk ostrzy wolno wyciąganych z
pochew. Grimrr syknął jeszcze raz, po czym odwrócił się od zielarki
i zaczął iść w stronę tronu. Kiedy ostatni kotołak minął zielarkę
podniósł łapę i ukradkowym zamachem uderzył w przędzę, co rozrzuciło
igły Angeli.
Skonsternowana Saphira spytała: Kici kici?
Eragon wzruszył ramionami, po czym przypomniał sobie, że nie ona może go
zobaczyć. Kto wie dlaczego Angela coś robi, lub mówi?
W końcu Grimrr dotarł przed Nasuadę. Zatrzymał się i
bardzo nieznacznie schylił swą głowę, z arogancją typową dla kotołaków, smoków i niektórych wysoko urodzonych kobiet.
-Pani Nausado - powiedział. Jego głos był zaskakująco głęboki,
niższy niż można by się spodziewać po istocie tak podobnej
do chłopca.
Teraz z kolei Nasuada pochyliła swoją głowę.
-Królu Halfpaw'ie jesteś mile widziany wśród Vardenów, Ty i cała twoja
rasa. Musze przeprosić za nieobecność króla Orrina; Nie może być
tutaj żeby Cię powitać tak jak by chciał, gdyż on i jego kawaleria
bronią właśnie naszej zachodniej flanki przed oddziałami Galbatorixa.
-Oczywiście Pani Nasuado - Jego ostry ząb błysnął, kiedy mówił. - Nie
powinnaś nigdy odsłaniać się przed wrogami.
-Mimo wszystko... Czemu zawdzięczamy tą nieprzewidzianą wizytę Wasza
Wysokość? Kotołaki zawsze były uważane za tajemnicze i samotne, oraz
trzymające się z dala od wszelkich konfliktów, szczególnie od czasu
upadku Jeźdźców. Można nawet powiedzieć, że wasza rasa stała się
bardziej mitem niż faktem od ostatniego wieku. Więc dlaczego teraz
zdecydowaliście się ujawnić?
Grimrr wskazał swym zgiętym palcem na Eragona i zarazem kłując go
pazurem, co wzbudziło go z jego ostatniego snu, który
dotyczyły urgala, krasnoluda i pary mieczy stworzonych z lodu.
-Przez niego - warknął kotołak. - Jeden łowca nie zaatakuje drugiego
zanim ten nie odsłoni swoich słabości, a Galbatorix ujawnił nam
swoją: On nie zabije Eragona Cieniobójcy, lub Saphiry Jasnołuskiej.
Długo czekaliśmy na tą okazję i ją wykorzystamy. Galbatorix nauczy
się nas bać i nienawidzić i w końcu uświadomi sobie, jak wielki
był jego błąd i zrozumie, że to my byliśmy odpowiedzialni za jego
zgubę. Taka zemsta będzie równie słodka jak szpik młodego
niedźwiedzia.
-Czas nadszedł dla ludzi, dla każdej rasy, a także kotołaków, aby
stanąć razem i dowieść, że Galbatorix nie złamał naszej woli walki.
Dołączymy do waszej armii, Pani Nasuado, jako wolni sprzymierzeńcy i
pomożemy wam to osiągnąć.
Cokolwiek pomyślała Nasuada, Eragon nie mógł odgadnąć co to było, ale
sam był pod wrażeniem przemówienia kotołaka, tak jak Saphira.
Po krótkiej pauzie Nasuada powiedziała:
-Miło mi słyszeć twe słowa Wasza Wysokość. Ale zanim zaakceptuję twą
ofertę, muszę zadać parę pytań i mam nadzieję, że będziesz skłonny
na nie odpowiedzieć.
Z niewzruszoną obojętnością Grimrr machnął ręką.
-Będę.
-Twoja rasa była zbyt sekretna i zbyt nieuchwytna, muszę przyznać,
że nigdy o tobie nie słyszałam Królu. Tak na prawdę, to nigdy nawet nie
przypuszczałam, że twoja rasa ma przywódcę.
-Nie jestem królem, podobnym do waszych króli. - Powiedział Grimrr.
- Większosć z kotołaków woli żyć samotnie, ale i tak musimy wybrać
przywódcę, za którym będziemy podążać na wypadek wojny.
-Rozumiem. Czy teraz mówisz w imieniu całej swej rasy, czy tylko
tych, którzy podążają za tobą?
Klatka piersiowa Grimrra uniosła się, a jego twarz w końcu ukazała
emocję, a raczej samozadowolenie.
-Mówię w imieniu wszystkich mej rasy, Pani Nasuado. - Miauknął -
Wszystkie kotołaki z Alagaesii, które są sprawne fizycznie przybyły
tutaj, aby walczyć. Jest nas niewielu, ale każdy z nas jest groźny w
walce. Mogę także zgromadzić jednokształtnych, ale nie mogę za nich odpowiadać, ponieważ są
głupi jak inne zwierzęta. Jednak będą robić to co im rozkażemy.
-Jednokształtnych? - spytała Nasuada.
-Tych, których znacie jako koty. Tych, którzy nie mogą zmienić swej
postaci, tak jak my.
-I możesz im rozkazywać?
-Tak. Podziwiają nas... to naturalne.
Jeżeli to, co mówią to prawda Skomentował Eragon. To kotołaki mogą
być niezwykle cennym sprzymierzeńcem.
-A czego żądacie w zamian za wasze wsparcie, Królu Halfpawie. -
Powiedziała Nasuada, po czym spojrzała na Eragona i z uśmiechem
dodała:
-Możemy dać wam tyle śmietany ile chcecie, ale poza tym, nasze
zapasy są na wyczerpaniu. Jeśli twoi wojownicy oczekują zapłaty za
kłopot, to obawiam sie, że mogą poczuć się bardzo rozczarowani.
-Śmietana jest dla kociąt, a złoto nie ma dla nas wartości
- powiedział Grimrr. Kiedy mówił podniósł swoją prawą łapę i oblizał
ją. -Nasze zespoły są małe: Każdemu z nas będzie potrzebny sztylet do
walki, jeśli jeszcze takowego nie ma. Każdy będzie potrzebował też dwóch
pancerzy, jednego do walki na dwóch łapach, a drugiego na czterech.
Nie potrzebujemy niczego więcej, żadnych namiotów, talerzy, łyżek,
czy koców. Każdego z nas zaspokoi jedna kaczka, kurczak, albo jakiś
mały ptak, co dzień. I co drugi dzień miskę świeżo siekanej wątróbki.
Nawet jeśli nie będziemy mieli chęci, aby to jeść, to jedzenie
będzie wewnątrz nas. A jeśli wygramy tą wojnę, ktokolwiek zostanie
nowym władcą, lub władczynią, to zawsze będzie koło niego honorowe
miejsce dla jednego z nas, jeśli oczywiście chciałby on je zająć.
-Targujesz się niczym krasnludzki prawodawca. - powiedziała Nasuada
oschle, po czym nachyliła się do Jormundura i Eragona, tak aby tylko
oni słyszeli jej szept.
-Czy mamy wystarczająco wątróbki, aby wykarmić ich wszystkich?
-Tak sądzę - odpowiedział Jormundur ściszonym głosem. - Ale to
zależy od rozmiaru miski.
Nasuada wyprostowała się na swym miejscu.
-Dwa pancerze to o jeden zbyt wiele, Królu Halfpaw. Twoi wojownicy
muszą zdecydować, czy będą walczyć w ludzkiej, czy kociej postaci i
przekazać mi swoją decyzję. Nie jestem teraz w stanie ubrać ich
wszystkich.
Eragon był pewny, że gdyby Grimrr miał ogon, to właśnie by nim
poruszył, zmieniając pozycje.
-Dobrze Pani Nasuado. ...
-Jest jeszcze jedna sprawa. Galabtorix posiada szpiegów i zabójców
ukrytych wszędzie. W związku z tym, wszyscy dołączający do Vardenów
muszą zostać przebadani przez naszych magów, aby uzyskać pewność, że
nimi nie są.
-Rozumiemy. Jeśli znajdzie się ktokolwiek na tyle
odważny, aby zajrzeć do naszych umysłów, pozwól mu na to. Ale nie
ona. - Powiedział wskazując na Angelę - Jej nie.
Nasuada zawahała się, Eragon dostrzegł, że chce zapytać dlaczego,
ale powstrzymałaa się i zamiast tego powiedziała:
-Niech tak będzie. Zaraz wyślę po magów, aby móc rozwiązać ten
problem bez opóźnień. Jeśli nie znajdą niczego nieodpowiedniego,
utworzymy sojusz pomiędzy wami i Vardenami, Królu Halfpawie.
Po jej słowach wszyscy ludzie na sali zaczęli
klaskać, wliczając w to Angelę. Elfy zdawały się też być zadowolone.
Kotołaki, nie zareagowały na to w żaden sposób, oprócz tego, że ich
uszy przyległy do głów z powodu hałasu.
_______
* Komentuj *
*Link do oryginału*
Przetłumaczył: Bo EdocSil
Poprawki: KiMA
Tłumaczenie na potrzeby Saphira.pl
Z góry proszę wybaczyć wszystkie możliwe błędy, które mogły się tu
wkraść. |
|